Bielsko-Biała, 13 marca 2011 r.

W ramach uzupełnienia treści
- z dnia 27 października b.r. ("Prawdziwy zleceniodawca") ,
- z dnia 17 listopada ("Kłamstwa Piotrowskiego (cz.1)") ,
- z dnia 29 listopada ("Kilka tematów...") ,
- z dnia 2 grudnia ("Komentarze na blogu Natalii...") ,
- z dnia 12 grudnia ("Uprowadzenie improwizowane ? ") ,
- z dnia 28 grudnia ("Kłamstwa Piotrowskiego (cz.2)") ,
- z dnia 29 grudnia ("Samouprowadzenie (cz.1)") ,
- z dnia 16 stycznia ("Samouprowadzenie (cz.2)") ,


PRZESŁUCHANIE WOJCIECHA KĘSICKIEGO (cz.1)

Przesłuchanie Wojciecha Kęsickiego przed Komisją, odbyło się 30 czerwca 2009r., w obecności pełnomocnika - mecenasa Jarosława Pardyki.

Jeżeli czegoś nie przeoczyłem, to świadek W.Kęsicki jest jedynym świadkiem składającym zeznania przed Komisją, któremu w związku ze sprawą K.Olewnika nie postawiono żadnych zarzutów, a zdecydował się (mimo to) na skorzystanie z pomocy pełnomocnika.

Co do samego mecenasa, to jest podobno znanym prawnikiem w Płocku. Jeżeli taka informacja ma dla kogoś jakiekolwiek znaczenie, to jest również obrońcą Jacka Krupińskiego.


Ze względu na obszerność materiału, temat musiałem podzielić na dwie części. Ten problem (?) nie wynika z jakiejś szczególnej formy przesłuchania ale występujących często nieprecyzyjnych, dwuznacznych odpowiedzi udzielanych przez świadka. To z kolei wymaga posiłkowania się zeznaniami innych świadków, żeby (próbować) zrozumieć treść udzielonej odpowiedzi...
Większość komentarzy pozostawiłem na zakończenie.

WOJCIECH KĘSICKI

Na temat swojej kariery zawodowej oraz relacji z rodziną Olewników, zeznaje ;

(str.6)
Świadek Wojciech Kęsicki:
W 1985 r. chyba lipcu albo w 1986 r., dokładnie już nie pamiętam, pracowałem w komendzie ówczesnej rejonowej w Sierpcu. W 1988 r. albo w 1989 r. zostałem komendantem komisariatu w Drobinie, pracowałem do 1992 roku chyba. Wróciłem do komendy w Sierpcu. Służbowo zostałem przeniesiony w 2000 roku bodajże do ówczesnej komendy wojewódzkiej Policji z siedzibą w Radomiu. (...) Byłem na początku asystentem, później młodszym specjalistą w wydziale postępowań administracyjnych.

Poseł Zbigniew Wassermann (PiS):
Jakie relacje z panem Włodzimierzem Olewnikiem i z rodziną Olewnika pana łączyły?

Świadek Wojciech Kęsicki:
Do 2003 r. bardzo bliskie. (...) Bywaliśmy u siebie w domach, utrzymywaliśmy bardzo przyjazne, towarzyskie, przyjacielskie kontakty.

(str.10)
Świadek Wojciech Kęsicki:
(...) Ja pana Olewnika znałem, poznałem wtedy, kiedy on nie był przedsiębiorcą. Ta znajomość ewoluowała do tego stopnia, że byliśmy sobie bliscy, razem polowaliśmy w jednym kole myśliwskim, ja byłem opiekunem wprowadzającym pana Olewnika. To dopiero stopniowo, pan Olewnik ten kapitał zdobywał stopniowo. W jaki sposób, przy użyciu jakich środków, ja nie wiem, bo mnie to nie interesowały sprawy jakieś finansowe. Ja mogę tylko powiedzieć, że czasami pan Olewnik opowiadał mi różne rzeczy, niemniej nie wiem, czy istotne, czy mniej istotne. Ja, ja puszczałem to w niepamięć, naprawdę.


Kiedy Kęsicki zajmował się sprawami kryminalnymi, współpracował z Kuchtą (jednym z uczestników feralnej imprezy, prowadzącym później działania operacyjne w ramach "grupy" Remigiusza M.). Kuchta, dokonując oceny Kęsickiego stwierdza (str.104) ;

Świadek Kazimierz Kuchta:
Ja mogę tylko powiedzieć z tych relacji, które łączyły nas przy realizacji spraw. Uważałem go, że to jest, no, gliniarz z krwi i kości, że naprawdę to jest dobry glina. Był uparty, był dociekliwy, taki typ mi odpowiadał, dlatego z nim współpracowałem. (...)

Nieco odmiennego zdania jest Golatowski, policjant z grupy Remigiusza M.

(str.137)
Poseł Zbigniew Wassermann (PiS):
Proszę pana, czy były przesłanki wskazujące na to, że Kęsicki, o którego pytał pan przewodniczący, i Krupiński utrudniają prowadzenie śledztwa?

Świadek Marian Golatowski:
No, utrudnianie, ja nie wiem, no. Jeżeli chodzi o samą osobę Krupińskiego, no to, ja wiem? Utrudnianie, no, był na każde wezwanie, stawiał się, wyjaśniał, bo wiele kwestii mieliśmy. To raczej, raczej...

Poseł Zbigniew Wassermann (PiS):
No, był świadkiem.

Świadek Marian Golatowski:
To nie było z jego, z jego strony... jakichś tam trudności nie sprawiał. Zresztą rodzina go też tak traktowała, bo przecież puszczali go z ogromnymi pieniędzmi w Polskę, że tak powiem, nawet, jak rozmawiamy, i na Poznań czy na Berlin. Normalnie. A mówię, a Kęsicki, nie, ja nic z Kęsickim nie miałem do czynienia. Ja, dla mnie ta osoba była, bo była, no.

Poseł Zbigniew Wassermann (PiS):
No a problem z GPS-ami w samochodzie, które jeździły po okup?

Świadek Marian Golatowski:
Ano były odcinane.

Poseł Zbigniew Wassermann (PiS):
A to może jakiś związek jest pomiędzy tym pytaniem, które wcześniej zadałem, a tym faktem?

Świadek Marian Golatowski:
Znaczy, że to akurat mógł odciąć? E tam. To był taki prosty policjant, proszę pana...

Poseł Zbigniew Wassermann (PiS):
Znaczy, wie pan...

Świadek Marian Golatowski:
To nie był taki, żeby on wiedział nawet, jak kabelki odciąć.

Poseł Zbigniew Wassermann (PiS):
Proszę pana, to rzeczywiście tak dość krytyczna ocena kolegi z pracy, ale ja pytam akurat tylko...

Świadek Marian Golatowski:
Znaczy nie, nie tylko z pracy akurat, bo obok pracy, bo on w Policji nie pracował chyba, tylko obok... (...)


Jak Kęsicki mówi o swoim doświadczeniu zawodowym (str.27) ; " ... przez szereg lat, kilkadziesiąt pracowałem w pionie kryminalnym. Zajmowałem się napadami na TIR-y, nielegalnym posiadaniem broni, zabójstwami, zgwałceniami, rozbojami, czyli, generalnie mówiąc, my to nazywamy kategorie po jedynce.(...)"

Po zapoznaniu się ze stenogramami zeznań (nie tylko Kęsickiego), nie potrafię dokonać żadnej jednoznacznej oceny.
Golatowski uznaje Kęsickiego za przygłupa, który nie potrafi nawet przeciąć kabla, a jego pracę w WPA nie uznaje za pracę w Policji... tylko w administracji ("...on w Policji nie pracował chyba, tylko obok..")
Z kolei Kuchta, opierając się na bezpośrednie relacje zawodowe w przeszłości, uznaje go za "dobrego glinę".

W moim przekonaniu, Kęsicki zna doskonale zasady pracy dochodzeniowo-śledczej, potrafi interpretować ślady, zna zasady pracy operacyjnej... Bliższa prawdy musi być ocena Kuchty, chociaż stwierdzenia ; "dobry glina", nie użyłbym, bo należałoby najpierw doprecyzować definicję takiego określenia. Z drugiej strony, oceny Golatowskiego nie mogę uznać za pozbawioną podstaw, bo (jak zaznaczyłem na wstępie) Kęsicki to bardzo dwuznaczna postać.

Do oceny Kęsickiego przez innych policjantów (w kontekście sprawy K.Olewnika), wrócę w dalszej części...


"ZAWINĘLI SYNUSIA"

Całkowicie pominąłem okoliczności zorganizowania imprezy oraz jej przebieg. To niewątpliwie ważne tematy, ale mają związek z wykreowaniem wersji samouprowadzenia (do tego tematu być może niebawem wrócę). Dzisiaj koncentruję się na zdarzeniach, które nastąpiły po feralnej imprezie...

(str.12)
Poseł Andrzej Mikołaj Dera (PiS):
(...) Chciałbym teraz przejść do sprawy pana pobytu w dniu, w którym dowiedziano się o porwaniu. Kto pana poinformował o tym, że Krzysztof Olewnik został porwany?

Świadek Wojciech Kęsicki:
Poinformował mnie telefonicznie Jacek Krupiński.

Poseł Andrzej Mikołaj Dera (PiS):
O której to było mniej więcej godzinie, czy pan pamięta?

Świadek Wojciech Kęsicki:
Nie pamiętam. Było to rano. Telefon odebrała, domowy telefon, bo na domowy telefon dzwonił, odebrała żona. Żona mnie obudziła, mogła być godzina albo wpół do 8, w tym przedziale pomiędzy godz. 7.30 a 8.

Poseł Andrzej Mikołaj Dera (PiS):
Informacja, że Krzysztof Olewnik został porwany, i rozmawiał pan bezpośrednio z Jackiem Krupińskim, czy żona poinformowała o tym, że Jacek Krupiński dzwonił?

Świadek Wojciech Kęsicki:
Tak, tak, tak. To znaczy Jacek Krupiński powiedział mi, że coś się stało, że nie ma Krzyśka, i on natychmiast do mnie jedzie. Był, no, trudno mi określić, ale kilka minut, bodajże on dzwonił chyba z telefonu komórkowego swojego na mój telefon stacjonarny. I był kilka minut po tym telefonie. Ja niezwłocznie z nim się udałem...

(...)
Poseł Andrzej Mikołaj Dera (PiS):
I o czym mówił Jacek Krupiński w tym momencie? Czy pan pamięta przebieg tej rozmowy?

Świadek Wojciech Kęsicki:
Z tego, co pamiętam, to mi mówił, że nie ma kontaktu z Krzyśkiem, że rozmawiał z Włodzimierzem Olewnikiem, że porozrzucane bodajże, czy jest bałagan w domu, no i tyle. To tyle pamiętam. No, bo to było, że tak powiem, informacja, przyznam się piorunująca dla mnie. Ja zakładałem, i co poniekąd słusznie się później okazało, że został uprowadzony.

(str. 46)
Poseł Edward Wojtas (PSL):
Czy przypomina pan sobie rozmowę telefoniczną z panem Waldemarem Orzechowskim z 27 października 2001 r.?

Świadek Wojciech Kęsicki:
Nie przypominam. Jeżeli zeznałem w aktach sprawy, to proszę to cytować.

Poseł Edward Wojtas (PSL):
To ja panu przypomnę, zadzwonił pan na jego telefon komórkowy, tak wynika z akt sprawy, z informacją: porwali synusia. Czy to jest prawdą? Czy przypomina pan sobie taki fakt?

Świadek Wojciech Kęsicki:
Panie pośle, ja użyłem sformułowania slangiem, który w tym zakresie jest: zawinęli. To jest takie specyficzne sformułowanie. Ja to, i ja to potwierdzam, ja tak powiedziałem. (...)


Waldemar Orzechowski zeznaje ; (str. 15 swobodnej wypowiedzi )
(...) Następnego dnia, to była sobota, w godzinach rannych - która mogła być godzina, w tej chwili nie wiem, bo jeszcze spałem - zadzwonił telefon komórkowy mój i dzwonił pan Wojciech Kęsicki. Powiedział mi, nie pamiętam te słowo właśnie: "Zawinęli synusia". Pytam się - nie pracowałem typowo w tym - mówię: "Co to znaczy w żargonie, co to znaczy to zawinęli"? Bo dosłownie nie... No i mówi: "No, porwali." (...)

(str.38) Pan Waldemar Orzechowski:
(...) Wysoka komisjo, powiem wprost, że moje kontakty z Kęsickim krótko po tym, jak, do czasu, kiedy ja złożyłem zeznania, chyba bodajże właśnie m.in. tam chodziło o te słowa: "zawinęli", czy coś... Kęsicki po prostu przestał ze mną rozmawiać, o. I nie wiem, po co i o co. I do tej pory nie rozmawiamy ze sobą. I tak dokładnie mogę powiedzieć. (...)


Dlaczego Kęsicki powiedział coś, czego później zaczął żałować ?

W moim przekonaniu, rozmawiając z Orzechowskim (w sobotę rano) był kompletnie pijany, co potwierdzają zeznania Kozaneckiego (policjant z grupy Remigiusza M., 9 lipca 2009, str.66) ; (...) Ja miałem tą, nie wiem, czy przyjemność rozmowy z tym panem od razu po uprowadzeniu Krzysztofa, kiedy był jeszcze po silnym spożyciu alkoholu, nie pod wpływem, ale po silnym spożyciu alkoholu,(...)

Podobnego zdania jest drugi z policjantów, Leszek Cybulski, który oceniając stan Kęsickiego w sobotę rano, stwierdza (26 sierpnia 2009, str.25) ; "...pan Kęsicki był pod znacznym działaniem alkoholu..."

Mogłoby się wydawać, że te zeznania są sprzeczne z zeznaniami W.Olewnika ; (str.15, 4 września 2009)

Poseł Grzegorz Karpiński (PO):
A czy któryś z policjantów, z uczestników spotkania, zachowywał się w sposób nienaturalny jak na tego typu spotkanie, był wyjątkowo zdenerwowany, małomówny lub inne takie rzeczy wskazujące na to, że jest mu niewygodnie uczestniczyć w tym spotkaniu?

Świadek Włodzimierz Olewnik:
(...) Pierwsze to było to, że Kęsicki udawał, że namawiał do tej wódki i że udaje, że jest mocno podpity, co nie powinien, znając go tyle, gdzie piłem z nim alkohol, nie powinien co najmniej tak się zachowywać. (...)

Zeznania W.Olewnika oraz dwóch policjantów wcale się nie wykluczają, jeżeli Kęsicki zdecydował się wypić "szklaneczkę" ... w sobotę rano. Dlaczego miałby to zrobić ?
Na kaca ? Ze stresu ? Tak wypadało ? Nie wiem, nie był o to pytany.

Wypity alkohol oczywiście nie wyjaśnia, skąd pojawiło się przekonanie Kęsickiego o tym, że Krzysztof Olewnik został uprowadzony. Wyjaśnia jednak, dlaczego tą wiedzą postanowił podzielić się z Orzechowskim...


KĘSICKI INFORMUJE ...

(str. 16)
Poseł Leszek Aleksandrzak (Lewica):
Tak, no, bo rozumiem, że pana poinformował pan Krupiński. Czy pan dalej kogoś informował, czy nie było z pana strony żadnych takich działań?

Świadek Wojciech Kęsicki:
Tak, informowałem. (...) Później na miejscu, już po ustaleniu pierwszych faktów, będąc w Płocku, kontaktowałem się z panem Kuchtą, któremu przekazałem, zresztą byłem tam obecny z Jackiem Krupińskim, któremu przekazaliśmy wszystkie dane dotyczące Krzysztofa Olewnika, wszystkie samochody, jakie w grę wchodziły w rodzinie, łącznie z naszymi, numery telefonów komórkowych, jakie posiadamy. (...)

Nie potrafię zrozumieć, dlaczego Kęsicki przekazał Kuchcie tak szczegółowe informacje, jak np. ".wszystkie samochody, jakie w grę wchodziły w rodzinie, łącznie z naszymi, numery telefonów komórkowych, jakie posiadamy (...)".
To była (na tym etapie) całkowicie zbędna, nadmiarowa informacja, będąca dla Policji formą "niedźwiedziej przysługi".

Od tej pory sprawcy mogli dzwonić na numery telefonów wszystkich osób, wskazywać konieczność poruszania się konkretnymi samochodami (wykazywać wiedzę w tym zakresie) itd., co też się działo. Tym samym Policja, jako dysponent informacji przekazanych przez Kęsickiego, mogła być uznawana przez rodzinę Olewników za potencjalne źródło "przecieku".

Należy też zwrócić uwagę, że przekazanie przez Kęsickiego tych informacji ma miejsce w sobotę, kiedy nie wiadomo jeszcze, co stało się z Krzysztofem. Mógł zostać wywieziony i zamordowany gdzieś w okolicy, a jego ciało w najbliższych dniach odnalezione.... mógł w wyniku jakiegoś pobicia leżeć nieprzytomny w szpitalu... mogło przydarzyć się jeszcze kilkanaście innych mniej lub bardziej wiarygodnych zdarzeń, przy których informacje przekazane przez Kęsickiego byłyby całkowicie bezużyteczne.

Te informacje (zwłaszcza, dotyczące samochodów) mogły mieć znaczenie tylko w przypadku uprowadzenia. No... ale przecież Kęsicki nie ukrywa, że od samego początku zakładał, że "zawinęli synusia"... Chcąc w takich okolicznościach pomóc (nie utrudniać) , nie powinien z własnej inicjatywy przekazywać Policji takich informacji. Gdyby na jakimkolwiek etapie którykolwiek z policjantów prowadzących sprawę uznał takie informacje za niezbędne, z pewnością zwróciłby się w tej sprawie.

W dalszej części odpowiedzi na to samo pytanie ;
Świadek Wojciech Kęsicki:
"(...) rozmawiałem też w komendzie miejskiej, to już chyba po południu, około godz. 13, czy pomiędzy 13 a 15, z nieżyjącym już, wtedy zastępcą komendanta panem Maciejem Książkiewiczem dokładnie o tym fakcie.(...)"

Dla zweryfikowania tego fragmentu zeznań, warto przytoczyć drugi fragment zeznań (str.28) ;

Przewodniczący poseł Marek Biernacki (PO):
Chciałem się też spytać, czy to pan poinformował komendanta Książkiewicza o porwaniu?

Świadek Wojciech Kęsicki:
Nie.

Przewodniczący poseł Marek Biernacki (PO):
...nie wiedział, tak? Czy odbyło się spotkanie w ogóle też po porwaniu, praktycznie jeszcze przed powołaniem grupy policjantów, którzy uczestniczyli w tym grillu z komendantem Książkiewiczem?

Świadek Wojciech Kęsicki:
Nie, nie odbyło się takie spotkanie. Wiem tylko tyle, że z panem Maciejem Książkiewiczem spotkał się pan Kuchta, ale to z przyczyn oczywistych, był wtedy naczelnikiem wydziału kryminalnego.

Przewodniczący poseł Marek Biernacki (PO):
To tylko on się spotkał, a więcej nikt?

Świadek Wojciech Kęsicki:
Tak, tak. (...)

To właściwie Kęsicki spotkał się w komendzie miejskiej i rozmawiał z Książkiewiczem w sobotę, pomiędzy 13-tą a 15-tą (jak wynika z treści jego zeznań na str. 16), czy też nie rozmawiał (jak stwierdza na str. 28) ?

Do tematu Książkiewicza wrócę w dalszej części....


KĘSICKI DZIAŁA ...

Kęsicki w swoich zeznaniach dzieli swoje działania na te, które wystąpiły przed powołaniem grupy Remigiusza M. (początkowe 3-4 dni) oraz występujące w późniejszym czasie. Te wyjaśnienia są bardzo skomplikowane, przez co Komisja wielokrotnie wraca do tego tematu...

(str.28)
Przewodniczący poseł Marek Biernacki (PO):
Właśnie chciałem tutaj doprecyzować, żeby też cała komisja miała jasność. Czy oddelegowanie pana do tej sprawy, tego postępowania było sformalizowane w ogóle przez ten cały też okres czasu, i tutaj mam na myśli, czy był to taki rozkaz, decyzja komendanta, czy tylko była to decyzja, o której pan do nas mówił, decyzja ustna, rozkaz ustny komendanta?

Świadek Wojciech Kęsicki:
Nie, to była tylko decyzja ustna. To była decyzja ustna pana Ryszarda Grabowskiego, ówczesnego naczelnika WPA w Radomiu.

Przewodniczący poseł Marek Biernacki (PO):
Ryszarda Kijanowskiego, tak?

Świadek Wojciech Kęsicki:
Tak, to była na moją prośbę, tak.

Przewodniczący poseł Marek Biernacki (PO):
Ale mi chodzi, że przez ten cały czas, okres, bo pan mówi, że pierwsze 3 dni pracował pan przy grupie i później pan podejmował różne tam działania. Czyli tylko była ta tajna decyzja?

Świadek Wojciech Kęsicki:
To było tylko na te 3, 4 dni bodajże, tylko to nie było później.

Przewodniczący poseł Marek Biernacki (PO):
A później?

Świadek Wojciech Kęsicki:
Ja później pracowałem normalnym tokiem, natomiast po godzinach pracy, po 17 czy po 18 spotykałem się z panem Olewnikiem, no, i różne przedsięwzięcia omawialiśmy. (...)


Poseł używa określenia "tajna decyzja", ponieważ brak jakiegokolwiek potwierdzenia (w tym - dokumentu), że ktokolwiek, kiedykolwiek wydał decyzję o oddelegowaniu Kęsickiego do sprawy K.Olewnika.

W tym fragmencie zeznań doszło do nieporozumienia (?) pomiędzy Kęsickim a Posłem, ponieważ świadek wskazał Ryszarda Grabowskiego, jako osobę, która miała podjąć decyzję o oddelegowaniu do sprawy K.Olewnika. Z kolei Poseł kontynuuje przesłuchanie uznając, że taką decyzję podjął Ryszard Kijanowski, czego Kęsicki nie prostuje...

Kto podjął taką decyzję ?

Zacznijmy od Kijanowskiego, który zeznaje ;

(str.36)
Poseł Grzegorz Karpiński (PO):
A czy w kierownictwie komendy miejskiej Policji ocenialiście lub zastanawialiście się nad zaangażowaniem w sprawę funkcjonariusza Kęsickiego?

Świadek Ryszard Kijanowski:
Też nie, ponieważ pan Kęsicki nie podlegał pod komendę miejską i nie mieliśmy takich uprawnień.

(str.39)
Poseł Paweł Olszewski (PO):
(...) A czy współpracował pan jako komendant miejski Policji z funkcjonariuszem Kęsickim w innych relacja służbowych?

Świadek Ryszard Kijanowski:
To znaczy, to mogło być w latach osiemdziesiątych, kiedy pracował w Drobinie, ale to sporadyczne jako, bo on chyba, z tego, co pamiętam, to był komendantem posterunku czy komisariatu w Drobinie.

Poseł Paweł Olszewski (PO):
Dokładnie tak. Natomiast pytanie jest zasadniczo odnośnie tych relacji już po uprowadzeniu Krzysztofa Olewnika. Czy miał pan jakiś kontakt z tym funkcjonariuszem?

Świadek Ryszard Kijanowski:
Nie. Nie podlegał mi i praktycznie wizualny tylko. (...)

Może Ryszard Grabowski podjął taką decyzję?
Nie miał takich uprawnień. To ówczesny przełożony Kęsickiego, z Wydziału Postępowań Administracyjnych (zakres kompetencji tego wydziału, w dalszej części).

Żeby ostatecznie rozwiać wątpliwości , należy odnieść się do zeznań Kęsickiego, który relacjonując zdarzenia mające miejsce w sobotę, zeznaje między innymi (str. 16)

Świadek Wojciech Kęsicki:
(...) pojechałem do mojego bezpośredniego przełożonego pana Ryszarda Grabowskiego, którego poprosiłem o kilka dni wolnego, żebym mógł tutaj być z rodziną Olewników, (...)

Jak z tego wynika, Wojciech Kęsicki w kolejnych dniach następujących po uprowadzeniu K.Olewnika, był na urlopie. Mógł robić wszystko, co może robić każdy obywatel. Nie można jednak mówić o jego "oddelegowaniu" do sprawy K.Olewnika, bo ... będąc na urlopie nie wykonuje się żadnych poleceń służbowych. Kęsicki odnosząc się w dalszej części do konkretnych działań przyznaje, że nie wykonywał ich na konkretne, czyjekolwiek polecenie.

Żaden z policjantów nie potwierdza udziału Kęsickiego w grupie. Tak w początkowej fazie, czyli wskazywanych przez Kęsickiego 3-4 dniach, jak i później ;

Jan Mańkowski, ( 3 lipca 2009, str.37)
Przewodniczący poseł Marek Biernacki (PO):
Chciałem też wiedzieć, czy pan Wojciech Kęsicki brał udział w pracy grupy. Jak wyglądała sytuacja na samym początku?

Świadek Jan Mańkowski:
Kto, kto, Wojciech...?

Przewodniczący poseł Marek Biernacki (PO):
Wojciech Kęsicki. Pan zna w ogóle Wojciecha Kęsickiego?

Świadek Jan Mańkowski:
Czy to chodzi o tego, który pracował w prezydialnym wydziale komendy wojewódzkiej?

Przewodniczący poseł Marek Biernacki (PO):
...tak, tak, tak.

Świadek Jan Mańkowski:
To znaczy znam go z widzenia.

Przewodniczący poseł Marek Biernacki (PO):
Aha, czyli on... na początku w grupie nie było go widać?

Świadek Jan Mańkowski:
Nigdy nie był w grupie chyba...

Przewodniczący poseł Marek Biernacki (PO):
Na żadnym...

Świadek Jan Mańkowski:
...przynajmniej ja nie pamiętam takiej sytuacji, żeby Wojciech Kęsicki...

Przewodniczący poseł Marek Biernacki (PO):
W pierwszych trzech dniach? Nie pamięta pan?

Świadek Jan Mańkowski:
On był pracownikiem wydziału prezydialnego i nawet, tak patrząc od sprawy fachowej, to co on miałby w tej grupie robić.


Jednynym policjantem potwierdzającym kontakty z Kęsickim w sprawie K.Olewnika, jest Kazimierz Kuchta.

Poseł Leszek Aleksandrzak (Lewica): (...)
Świadek Kęsicki zeznając, mówił o tym, iż występował do pana naczelnika z propozycją rozpracowania środowisk przestępczych w Drobinie, rozumiem, w miejscowości, gdzie się znajdujemy. Stwierdził, że znając teren, znając przestępców, będąc sam wiele lat komendantem, mógł pomóc. Czy rzeczywiście zwracał się z taką informacją do pana i czy rozważył pan tę możliwość, aby zrobił te badania operacyjne, dotyczące środowisk przestępczych w Drobinie? Czy w Sierpcu, może szerzej?

Świadek Kazimierz Kuchta:
Tak, oczywiście. Od samego początku tak właśnie było, dlatego że pan Kęsicki był tam kilkanaście lat komendantem komisariatu, czyli rozpoznanie środowiska, jak i ludzi zamieszkałych na tym terenie, no, miał dobre, a przynajmniej powinien mieć doskonałe. I tak, taka rozmowa między nami była, prosiłem go o pomoc. Na wstępnym etapie, tak, prosiłem go o pomoc. Oczywiście. Prosiłem o przekazywanie każdej informacji, jaką zdobędzie. Zresztą każdy policjant, bez względu na to, czy to był pan Kęsicki, czy nie, był obowiązany przekazywać wszystkie informacje, które trafiały notabene do mnie w tym pierwszym etapie.

Poseł Leszek Aleksandrzak (Lewica):
Ja rozumiem, dziękuję za tę informację, ponieważ tu świadek Kęsicki zeznał, że to on domagał się tego, aby włączyć go w działania, natomiast jak gdyby nie miał pozwolenia. No, tu słyszymy coś innego, że to pan naczelnik prosił go o te działania. I w związku z tym jeszcze raz bym prosił o to, potwierdzić.

Świadek Kazimierz Kuchta:
Jeżeli mogę sprecyzować, panie pośle, pierwsze 2 dni nie było powołanej grupy. Pan Kęsicki był policjantem komendanta wojewódzkiego, pracownikiem komendy wojewódzkiej, w związku z powyższym ja nie miałem takich uprawnień ani możliwości, żeby go prosić bądź powołać do zespołu, który wykonywał czynności, te pierwsze czynności operacyjne po zdarzeniu. Ja go mogłem tylko poprosić o pomoc. O nic więcej. Natomiast później, dlaczego nie został powołany do grupy, no, o tym panie pośle, ja nie decydowałem.


SPALONE BMW

Do tematu BMW spalonego przez sprawców w noc uprowadzenia, odnosiłem się w publikacji z 12 grudnia ("Uprowadzenie improwizowane?"). Tak się składa, że Kęsicki ma swój udział także w tym wątku.

(str 18)
Poseł Leszek Aleksandrzak (Lewica):
(...) uczestniczył pan, był na miejscu znalezienia spalonego BMW, podczas oględzin tego samochodu. I teraz mam pytanie: Jaki był powód, że był pan przy tych oględzinach, bo tam mamy to zdarzenie związane ze znalezieniem fragmentów jakichś części elektronicznych itd. Czy pańscy przełożeni wiedzieli, że pan uczestniczy w tym działaniu? I w związku z tym, że nie był pan w grupie, to pytanie, z jakiego powodu i na w związku z czyją informacją pan tam się znalazł?

Świadek Wojciech Kęsicki:
Pojechałem tam wspólnie z Jackiem Krupińskim z uwagi na to, że był to jego samochód. Moim takim niepokojem było to, że w tym samochodzie było pozostawione... był pistolet, broń palna bojowa Walter, należący do pana Jacka Krupińskiego. Pojechaliśmy, już teraz nie kojarzę miejscowości, ale z tej czynności notatka była sporządzona, i faktem jest, że po długim jakimś poszukiwaniu w rejonie, przy torach kolejowych, z tego, co sobie przypominam, było pogorzelisko i na tym pogorzelisku, tam już nie było... Samo pogorzelisko było i na tym pogorzelisku znaleźliśmy taki przedmiot stopiony, który, w naszej ocenie, wspólnie, mojej i pana Jacka Krupińskiego, sugerowaliśmy się tym, że mógł to być jakiś spalony czy telefon komórkowy, czy bodajże... I włożyliśmy to w torebkę foliową, zawieźliśmy to do wydziału dochodzeniowo-śledczego do Komendy Miejskiej Policji w Płocku, gdzie osobiście sam przekazałem, sporządziłem notatkę z tego. I to wszystko.

Poseł Leszek Aleksandrzak (Lewica):
Rozumiem, ale tu nie bardzo wiem, bo wspomniał pan, że było jakieś prawdopodobieństwo, że w tym samochodzie była broń palna, tak?

Świadek Wojciech Kęsicki:
Tak, tak.

Poseł Leszek Aleksandrzak (Lewica):
Rozumiem, że w związku z tym, że pan nadzorował zezwolenia, wydanie pozwolenia na broń, to...

Świadek Wojciech Kęsicki:
Panie pośle, to była prywatna broń do ochrony osobistej pana Krupińskiego. To naganny przypadek. Ja właśnie pojechałem tylko, żeby ewentualnie sprawdzić, czy tam będzie szkielet spalony tej broni, bo to jest broń Walter na komponencie, ewentualnie zamek stalowy mógł zostać, to by nawet urządzało, że tak powiem. Niestety, nic nie było.

(str. 38 )
Poseł Andrzej Mikołaj Dera (PiS):
(...) Kto panu zlecił wyjazd do miejsca, w którym znaleziono to spalone BMW?

Świadek Wojciech Kęsicki:
Albo... informację uzyskaliśmy w domu państwa Olewników.

Poseł Andrzej Mikołaj Dera (PiS):
Nie o informację... kto panu zlecił wyjazd, bardzo precyzyjnie.

Świadek Wojciech Kęsicki:
Pan Jacek Krupiński mnie prosił i pan Włodzimierz Olewnik.

Poseł Andrzej Mikołaj Dera (PiS):
Kto panu zlecił wyjazd do dokonania oględzin, czynności w postaci oględzin samochodu tego, którym został porwany Krzysztof Olewnik?

Świadek Wojciech Kęsicki:
Ale, panie pośle, ja nie prowadziłem żadnych czynności.

Poseł Andrzej Mikołaj Dera (PiS):
Pan powiedział wcześniej, że był pan... dokonywał pan oględzin, dowód rzeczowy w sprawie pan zabezpieczył. To co to jest, co pan robił w tym miejscu?

Świadek Wojciech Kęsicki:
Panie pośle, ja tylko sprawdzałem miejsce pogorzeliska. Ja nie wykonywałem żadnych oględzin.

Poseł Andrzej Mikołaj Dera (PiS):
A to, co pan robił z tym spalonym elementem elektronicznym, o którym pan mówił - być może telefonem komórkowym - to co to było?

Świadek Wojciech Kęsicki:
Ale to, w pana przekonaniu, to ja zrobiłem dobrze, czy źle, że zabezpieczyłem?

Poseł Andrzej Mikołaj Dera (PiS):
Nie, ja się nie pytam, czy pan zrobił coś dobrze, czy źle, tylko co to była za czynność według pana?

Świadek Wojciech Kęsicki:
Znalazłem fragment. Mnie jest...

Poseł Andrzej Mikołaj Dera (PiS):
Szukanie czegoś, tak, to co to jest?

Świadek Wojciech Kęsicki:
Mnie jest trudno określić, co to było.

Poseł Andrzej Mikołaj Dera (PiS):
Szuka pan, znajduje pan, w woreczek foliowy pan wkłada. Co to jest za czynność według pana? Jest pan funkcjonariuszem Policji.

Świadek Wojciech Kęsicki:
Panie pośle, musi mnie pan zrozumieć, że ja...

Poseł Andrzej Mikołaj Dera (PiS):
Ale ja nie chcę zrozumieć, ja się tylko pytam o fakty w tej chwili.

Świadek Wojciech Kęsicki:
Panie pośle, ja przedstawiam panu następujący fakt: będąc na miejscu, w pogorzelisku, znalazłem rzecz, która mi mogła sugerować, że jest to spalony telefon komórkowy. Moim obowiązkiem i w moim dobrym przekonaniu zabezpieczyłem to dla potrzeb Policji, niech ktoś się wypowie, niech się...

Poseł Andrzej Mikołaj Dera (PiS):
Czyli dokonał pan czynności zabezpieczających, tak, o to...

Świadek Wojciech Kęsicki:
To nie są czynności procesowe.

Poseł Andrzej Mikołaj Dera (PiS):
To nie są? Zabezpieczenie dowodów nie są czynnościami, tak, według pana? Ja chcę usłyszeć od pana, czy są, czy nie są, według pana, bo pan mówił, że wcześniej był pan wieloletnim funkcjonariuszem dochodzeniowo-śledczym.

Świadek Wojciech Kęsicki:
Ja z tej czynności sporządziłem dokument w postaci notatki...

Poseł Andrzej Mikołaj Dera (PiS):
Nie, ja się pytam, nie, przepraszam, proszę świadka. Ja się pytam bardzo precyzyjnie. Jest to czynność czy nie jest to czynność?

Świadek Wojciech Kęsicki:
Nie jestem panu w stanie odpowiedzieć.

Poseł Andrzej Mikołaj Dera (PiS):
Mimo że wiele, wiele lat pracował pan jako funkcjonariusz dochodzeniowo-śledczy.

Świadek Wojciech Kęsicki:
Tak, mimo że wiele lat pracowałem.

Poseł Andrzej Mikołaj Dera (PiS):
I rozumiem, tak, nikt z funkcjonariuszy Policji nie zlecał panu wyjazdu.

Świadek Wojciech Kęsicki:
Nie, nikt z funkcjonariuszy Policji nie zlecił...

(...)

Poseł Andrzej Mikołaj Dera (PiS):
Czy pan, ponieważ udał się pan do Głowna, to jest poza miejsce tutaj Drobina, to jest oddalone ileś tam kilometrów to miejsce, czy pan musiał informować kogoś, że pan się tam udaje, czy to zrobił pan samoistnie tylko w uzgodnieniu z panem Włodzimierzem Olewnikiem i z Jackiem Krupińskim?

Świadek Wojciech Kęsicki:
Nikogo nie informowałem o tym. Wiedział o tym pan Włodzimierz Olewnik. (...)


Jak wynika z tego fragmentu zeznań (a przynajmniej ja tak zrozumiałem), Wojciech Kęsicki udał się na miejsce spalonego BMW na prośbę Jacka Krupińskiego i Włodzimierza Olewnika ("Pan Jacek Krupiński mnie prosił i pan Włodzimierz Olewnik"), a celem tego wyjazdu miało być poszukiwanie broni pozostawionej przez Jacka w samochodzie ("Ja właśnie pojechałem tylko, żeby ewentualnie sprawdzić, czy tam będzie szkielet spalony tej broni...").

Z kontekstu wypowiedzi W.Kęsickiego wynika też, że jego zainteresowanie tematem broni należącej do Jacka, wynikało z zakresu jego obowiązków służbowych - nie kwestionuje takiej sugestii zawartej w zadanym pytaniu ("Rozumiem, że w związku z tym, że pan nadzorował zezwolenia, wydanie pozwolenia na broń ...").

Okazuje się jednak, że takie rozumowanie jest błędne...

W dniu 28 sierpnia 2009r. zeznania złożył A.Popiołek (przełożony W.Kęsickiego) ;

(str. 6 )
Poseł Zbigniew Wassermann (PiS):
(...) Proszę pana, jaką funkcję pan pełnił w Policji w dniu 26 października 2001 r., kiedy to odbywało się spotkanie towarzyskie w domu Krzysztofa Olewnika?

Świadek Andrzej Popiołek:
Byłem kierownikiem sekcji Wydziału Postępowań Administracyjnych Komendy Wojewódzkiej Policji w Radomiu.

Poseł Zbigniew Wassermann (PiS):
Co było głównym przedmiotem zajęcia się przez tę sekcję, inaczej mówiąc, czym się zajmowali funkcjonariusze tam ulokowani?

Świadek Andrzej Popiołek:
To znaczy, zajmowaliśmy się nadzorem nad SUFO, czyli specjalistycznymi uzbrojonymi formacjami ochronnymi, to znaczy, zajmowaliśmy się również problematyką cudzoziemców oraz wydawaniem pozwoleń na broń palną bojową krótką, myśliwską, sportową.

Poseł Zbigniew Wassermann (PiS):
Czy w ramach kompetencji tego wydziału leżał także nadzór nad firmami ochroniarskimi?

Świadek Andrzej Popiołek:
Tak, właśnie to pod tym pojęciem SUFO, czyli specjalistyczne uzbrojone formacje ochronne, mieszczą się również agencje ochrony.

Poseł Zbigniew Wassermann (PiS):
Czy funkcjonariusze zatrudnieni w tym wydziale mieli jakiekolwiek uprawnienia operacyjne lub śledcze?

Świadek Andrzej Popiołek:
Operacyjne nie. Byliśmy typową sekcją administracyjną, czyli nadzór sprowadzał się ewentualnie do kontroli, kontroli służb, systemów alarmowych, tego typu. Nie mieliśmy takich uprawnień.

Poseł Zbigniew Wassermann (PiS):
Czyli nie. Ani operacyjnych, ani śledczych kompetencji nie było.

Świadek Andrzej Popiołek:
Nie.

(...)

(str. 44)
Poseł Grzegorz Karpiński (PO):
Czy świadek pamięta, jak zakończyło się postępowanie w kierunku cofnięcia broni dla Jacka K.?

Świadek Andrzej Popiołek:
No, już wspominałem, że...

Poseł Grzegorz Karpiński (PO):
Postępowanie administracyjne - to mnie interesuje. Bo pan wspominał potem też o tym, że było jakieś postępowanie sądowe, ale to administracyjne, które państwo prowadziliście.

Świadek Andrzej Popiołek:
No, na pewno powinno zakończyć się cofnięciem pozwolenia na broń panu Krupińskiemu.

Poseł Grzegorz Karpiński (PO):
A pamięta pan, który z funkcjonariuszy prowadził to postępowanie?

Świadek Andrzej Popiołek:
Nie pamiętam, ale jeżeli... jeżeli było to postępowanie prowadzone, to tak: część materiałów musiały przygotować moje pracownice i te materiały potem szły do komendanta wojewódzkiego Policji w Radomiu, ponieważ on wydawał decyzję i on był władny wydać decyzję cofającą.

Poseł Grzegorz Karpiński (PO):
Czy w tym postępowaniu mógł uczestniczyć pan Kęsicki? W sposób formalny oczywiście.

Świadek Andrzej Popiołek:
Formalny - nie. On nie zajmował się tą działką. Zresztą, tak jak mówię, on zajmował się problematyką tych specjalistycznych uzbrojonych formacji ochronnych.

Poseł Grzegorz Karpiński (PO):
A czy wiedział pan o tym, że pan Kęsicki poszukiwał broni lub jej elementów wspólnie z panem Krupińskim, tej zaginionej?

Świadek Andrzej Popiołek:
Nie wiem, nie przypominam sobie i...

Poseł Grzegorz Karpiński (PO):
A czy wiedział pan o tym, że pan Kęsicki uczestniczył w, nieformalnych oczywiście, oględzinach tego bmw, które zostało uprowadzone z posesji Krzysztofa Olewnika, po jego spaleniu?

Świadek Andrzej Popiołek:
Nie pamiętam tego faktu. (...)

Mimo wszystko, A.Popiołek zdawał sobie sprawę z tego, że W.Kęscicki prowadził czynności w sprawie K.Olewnika ;

(str.22)
Poseł Grzegorz Karpiński (PO):
Czy pan Wojciech Kęsicki informował pana o czynnościach, jakie podejmuje razem z panem Krupińskim po porwaniu? Związane oczywiście z porwaniem.

Świadek Andrzej Popiołek:
To znaczy, mówił mi, że wykonuje jakieś czynności, nawet to padło właśnie w ramach tej grupy, natomiast... i że jakieś czynności też podejmuje z panem Krupińskim na rzecz, jak to się mówi, poszukiwania wręcz pana Olewnika.

Poseł Grzegorz Karpiński (PO):
Pamięta pan, jakie?

Świadek Andrzej Popiołek:
Nie, nie pamiętam dokładnie, ale... Nie wiem, czy nawet do jakiegoś jasnowidza nie jeździli, ale nie chcę mówić po prostu o jakichś farmazonach.

Poseł Grzegorz Karpiński (PO):
Czy kiedykolwiek prosił pana o zwolnienie ze służby, nie mówię nawet... chociaż też, o urlop lub o zwolnienie wcześniej z wykonywania czynności w ciągu dnia, tłumacząc to, że chciałby wykonać jakieś czynności w ramach poszukiwań Krzysztofa Olewnika?

Świadek Andrzej Popiołek:
Mogło tak być. Ja przyjąłem po prostu, choć z dużym zdziwieniem, że wykonuje jakieś czynności w ramach tego postępowania, no bo, tak jak powiedziałem, jeżeli byliśmy na tym spotkaniu jako uczestnicy i, powiedzmy, też była jedna z wersji, że za tym stoją na przykład policjanci, no to... tylko ja potem odbierałem to na zasadzie takiej, że pan Wojciech Kęsicki bardzo dobrze się znał z rodziną państwa Olewników, że to była znajomość wieloletnia, bardzo dobrze znał się z panem Krzysztofem Olewnikiem i ja odbierałem to jako szczere z jego strony chęci po prostu pomożenia tej rodzinie. Natomiast czy było to z punktu widzenia formalnego właściwe, czy niewłaściwe, no to ja już nie... nie do mnie to należało po prostu. Nad tym stali kierujący całą tą akcją i poszukiwaniem.

Poseł Grzegorz Karpiński (PO):
Czy pan Kęsicki był członkiem grupy powołanej przez komendanta do tej sprawy?

Świadek Andrzej Popiołek:
Nie wiem. Po prostu ja tylko otrzymałem informację, że może brać udział w jakichś czynnościach związanych z tą grupą, natomiast...

Poseł Grzegorz Karpiński (PO):
A od kogo pan otrzymał tę informację?

Świadek Andrzej Popiołek:
To znaczy, przekazywał mi to na pewno pan Wojciech Kęsicki, ale, z tego, co wiem, to również przełożeni moi z Radomia o tym wiedzieli.

Poseł Grzegorz Karpiński (PO):
Ale jak pan mówi, że może brać udział, to to wynika z tego, że on do pana przyszedł i powiedział: chciałbym, bo wiesz, to jest mój znajomy, chciałbym im pomóc, czy może bo ma pozwolenie przełożonych? W tym sensie pan powiedział, że może brać udział?

Świadek Andrzej Popiołek:
Chyba tak, że to jest za zgodą przełożonych, natomiast, tak jak mówię, ja nie otrzymałem nic na piśmie i po prostu to była tylko taka informacja ustna, a ponieważ szereg policjantów, którzy tam brali... i z CBŚ, nie wiem, czy tam z CBŚ, czy tam z tych innych wydziałów kryminalnych, to znali go i, z tego, co pamiętam, to zostało to w jakiś sposób zaakceptowane, ale jak to się stało po prostu, to nie wiem w tej chwili. (...)

Nie tylko A.Popiołek był przekonany o tym, że Kęsicki działa w grupie Podobnie zeznaje Waldemar Orzechowski (str. 38) ; " (... )chyba nawet na jakiś tam tydzień czy dwa został oddelegowany do tej grupy...(...)

Wracając do sprawy oględzin spalonego BMW...

Po zabezpieczeniu samochodu i dokonaniu wstępnych oględzin przez lokalnych policjantów, tego samego na miejscu zdarzenia pojawia się grupa policjantów z Płocka. Wśród nich jest Mariusz Protas, który zeznaje ;

(str.70) Poseł Zbigniew Wassermann(PiS):
Nie było wątpliwości, że to, co pan czy ktoś z panów znaleźli, to jest część telefonu?

Świadek Mariusz Protas:
Nie było takich wątpliwości.

Poseł Zbigniew Wassermann(PiS):
A z czego taki wniosek był wyciągany?

Świadek Mariusz Protas:
Pamięta może pan poseł nokię 5110 albo jakąś motorolę z wysuwaną antenką...

Poseł Zbigniew Wassermann(PiS):
I to był właśnie taki model?

Świadek Mariusz Protas:
To było tak. Był fragment góry korpusu z antenką, fragment wyświetlacza i coś, co mogło przypominać fragment klawiatury.

Poseł Zbigniew Wassermann(PiS):
Z metalowymi płytkami zachowanymi?

Świadek Mariusz Protas:
Znaczy, powiem... odpowiem, uprzedzając następne pytanie. To nie było to, co później byłem przesłuchiwany przez CBŚ i mi okazano, że to niby ten telefon. Telefonów, nawet wtedy, nie robi się na opornikach. (...)

(str.72)
Poseł Paweł Olszewski (PO):
Ja mam tylko jedno pytanie uściślające. Jest pan pewien na sto procent, że ten fragment urządzenia elektronicznego przypominającego telefon, który pan znalazł, a to urządzenie, które było panu okazywane przez CBŚ, to są dwa zupełnie różne urządzenia?

Świadek Mariusz Protas:
Żeby stwierdzić, że telefon jest telefonem, musiałem się na czymś oprzeć, tak? Mimo że jestem laikiem w sprawach elektroniki, to dobrze wiem, że współczesnych telefonów, i wtedy też, nie robi się na opornikach. Jeżeli pokazują mi płytkę scaloną wielkości iks centymetrów na iks centymetrów, gdzie wyraźnie widoczne są duże układy elektroniczne, oporniki, i nie ma tego, o czym ja wtedy pamiętałem, czyli jakiś fragment wyświetlacza, no to stwierdzam, że to i to to nie jest to samo. (...)

Przesłuchanie przez CBŚ, podczas którego okazano Mariuszowi Protasowi fragment opisanego urządzenia elektronicznego, odbyło się dopiero ... w 2007 roku. Okazany został "telefon" dostarczony przez Kęsickiego, bo ... innego wśród dowodów rzeczowych nie ma.


Członkowie Komisji, interesując się wątkiem spalonego BMW, w swojej ocenie popełnili błąd podczas przesłuchania Mariusza Protasa....

(str.76)
Poseł Zbigniew Wassermann(PiS):
(...) Pan rzeczywiście wyprzedził jedno z tych pytań, ale pan pewno też wie, że są zeznania pana Kęsickiego, którego pan nie zna, który przedstawia swoją wersję wydarzeń na tym miejscu. Ona mniej więcej, zgodnie z jego zeznaniami, wygląda w ten sposób, że on się tam pojawił w Głownie około godziny, między godz. 13 a 14, że tam było pogorzelisko, on je rozgrzebywał kijem, znalazł te elementy telefonu, o którym pan mówi, że to nie ten telefon. W każdym razie okazywano panu tam telefon. On mówił, że o tej godz. 13, 14 tam nie było żadnego wraku samochodu. No, jest to pewnego rodzaju sprzeczne z tym, co pan mówi.

Świadek Mariusz Protas:
Zgadza się.

Poseł Zbigniew Wassermann(PiS):
W końcu mówi, że to, co znalazł, to zapakował w worek foliowy. To miało przypominać telefon, tylko że on to przekazał zastępcy naczelnika dochodzeniówki, co też jest racjonalne, i to jest to nazwisko, o które ja pana pytałem, czyli Stanisław Sylwestrzak. Czyli mamy do czynienia z taką sytuacją, że dwie grupy jakby są na miejscu. Jedna widzi coś innego, druga widzi coś innego. No, ktoś tutaj nie do końca mówi prawdę.

Świadek Mariusz Protas:
Zgadzam się.

Poseł Zbigniew Wassermann(PiS):
Pan podtrzymuje swoje zeznania, zresztą składane pod odpowiedzialnością karną za złożenie zeznań fałszywych?

Świadek Mariusz Protas:
Tak, na tyle, na ile pamiętam, przedstawiłem wersję.

Poseł Zbigniew Wassermann(PiS):
Czyli kłamie Kęsicki?

Świadek Mariusz Protas:
Ja tego nie mówię. (...)

Mariusz Protas pojawił się na miejscu spalonego BMW w sobotę wieczorem, natomiast Kęsicki nie precyzuje daty ; (str.40)
Poseł Andrzej Mikołaj Dera (PiS):
To ja mam teraz takie pytanie. Kiedy była informacja i kiedy pan się dowiedział o informacji, że znaleziono pojazd, którym porwano Krzysztofa Olewnika?

Świadek Wojciech Kęsicki:
W domu państwa Olewników się dowiedziałem.

Poseł Andrzej Mikołaj Dera (PiS):
To było w którym dniu? W dzień po porwaniu, w tym samym dniu, znaczy ten dzień, pierwszy dzień, w którym się dowiedzieliście, czy w następnym dniu. Czy pan może bliżej określić czas?

Świadek Wojciech Kęsicki:
Nie wiem, nie potrafię powiedzieć.

Poseł Andrzej Mikołaj Dera (PiS):
Pan nie, jakby, to było te pierwsze 3 dni w każdym bądź razie, w którym pan jeszcze funkcjonował w ramach tej grupy czy później.

Świadek Wojciech Kęsicki:
Tak, to było bezpośrednio w tych 3. (...)


TELEFONY Z ZAWIDZA

(str.24) Poseł Paweł Olszewski (PO):
(...) A czy dzwonił pan z miejscowości Zawidz, w której pan mieszka bądź mieszkał w tamtym okresie, do Sławomira Kościuka oraz do Wojciecha Franiewskiego?

Świadek Wojciech Kęsicki:
Nie.

Poseł Paweł Olszewski (PO):
Czy zna pan Wojciecha Franiewskiego?

Świadek Wojciech Kęsicki:
Nie.

Poseł Paweł Olszewski (PO):
A czy mógłby pan się odnieść do zeznań kluczowego świadka Piotra Skwarskiego, który zeznał, że był pan widziany wspólnie z Jackiem K. na Dworcu Zachodnim oraz właśnie ze wspomnianym przeze mnie Sławomirem Kościukiem oraz Wojciechem Franiewskim?

Świadek Wojciech Kęsicki:
Oceniam to jako relacje absurdu, dlatego że na Dworcu Zachodnim byłem bodajże w swoim życiu dwukrotnie: raz, kiedy córkę odprowadzaliśmy, gdzie odjeżdżała na uczelnię, i drugi raz, będąc młodzieńcem, nie posiadałem jeszcze środków komunikacji własnych. To jest wszystko.

Poseł Paweł Olszewski (PO):
A czy znał pan Piotra Skwarskiego?

Świadek Wojciech Kęsicki:
Nie.

Poseł Paweł Olszewski (PO):
A nie sądzi pan, że tego typu typowanie, wskazanie bezpośrednio pana i pana Krupińskiego w towarzystwie Franiewskiego i Kościuka wydaje się nie być przypadkowe, tym bardziej, biorąc pod uwagę połączenia z karty telefonicznej, które były wykonane z pana miejscowości, skądinąd niewielkiej miejscowości, na telefon należący do właśnie Kościuka, na telefon należący do Franiewskiego, jak i do funkcjonariuszy policji z Komendy Miejskiej Policji w Płocku?

Świadek Wojciech Kęsicki:
Panie pośle, pan zapewne wie, że byłem okazywany również razem z Jackiem Krupińskim i panem Kościukiem. Właśnie wtedy poznałem pana Kościuka, w momencie okazania w siedzibie CBŚ w Warszawie.

Poseł Paweł Olszewski (PO):
A czy miało to miejsce przed typowaniem przez pana pana Kościuka na tablicach poglądowych, czy po?

Świadek Wojciech Kęsicki:
Nie pamiętam.

Poseł Paweł Olszewski (PO):
A czy mógłby się pan odnieść do zeznań Ireneusza Piotrowskiego, jednego z oskarżonych i skazanych w tej sprawie, jakoby Jacek K., pana bardzo bliski znajomy, rzec można by, przyjaciel, u którego był pan zatrudniony, znał Wojciecha Franiewskiego?

Świadek Wojciech Kęsicki:
Jacek Krupiński nie mógł znać Wojciecha Franiewskiego, bo ja bym o tym wiedział bynajmniej.

Poseł Paweł Olszewski (PO):
A czy w kontekście tego, że byli panowie wspólnie widziani w towarzystwie Wojciecha Franiewskiego, może wówczas nie kojarzył pan nazwiska, ale tę osobę fizycznie panowie znali?

Świadek Wojciech Kęsicki:
Nie, wiedziałbym o tym na pewno. Ja chcę powiedzieć, panie pośle, że po tym zdarzeniu, jak wspominałem, poznałem bardzo blisko Jacka. My spędziliśmy kilkaset godzin na rozmowach. I ja chcę powiedzieć, że aktualną sytuacją Jacka Krupińskiego jestem zbulwersowany, tzn. działaniami wymiaru sprawiedliwości akurat w stosunku do Jacka Krupińskiego. Ja myślę, że komisja by mogła się pochylić właśnie nad osobą Jacka Krupińskiego również.

Poseł Paweł Olszewski (PO):
No myślę, że pochylamy się nad całą sprawą. Dobrze. Czy zna pan funkcjonariusz... funkcjonariuszkę Grażynę Stelmaszewską?

Świadek Wojciech Kęsicki:
Tak.

Poseł Paweł Olszewski (PO):
A czy mógłby pan określić, czy współpracował zawodowo pan z tą osobą?

Świadek Wojciech Kęsicki:
Nie, to były kontakty poprzez związki zawodowe policjantów.

Poseł Paweł Olszewski (PO):
A czy nie uważa pan, że połączenie telefoniczne, które było wykonane z miejscowości Zawidz na telefon oskarżonych i później skazanych i również do tej funkcjonariuszki, której w tamtym okresie, zgodnie z jej zeznaniami, pan pomagał przy organizacji jakiejś imprezy związkowej, nie wydaje się być dające, no, wiele do myślenia?

Świadek Wojciech Kęsicki:
Trudno jest mi się odnieść do tej sytuacji, panie pośle. Ja powtarzam: nie dzwoniłem, żadnych automatów na terenie miejscowości, w której mieszkałem. (...)


Co do samych połączeń telefonicznych, to trudno o jakikolwiek komentarz.

Warto jednak zwrócić uwagę na stwierdzenie Kęsickiego : "Jacek Krupiński nie mógł znać Wojciecha Franiewskiego, bo ja bym o tym wiedział bynajmniej". Żeby stwierdzić tak jednoznacznie, że dwie osoby nie znają się między sobą, to (w moim przekonaniu) należy dobrze znać te osoby . Obie.


CDN...

Krzysztof_Bielsko
olewnika@poczta.onet.pl


Strona główna ; http://olewnika.republika.pl





mBaner.pl